www.marfanforum.pl Forum osób ze schorzeniem tkanki łącznej
Największa, po Stowarzyszeniu Marfan Polska, baza wiedzy na temat Zespołu Marfana,
wsparcie i pomoc przyjaciół. Nie wahaj się pytać!

Szukaj na Forum

Czy skutecznie i bezpiecznie przyjmujemy leki

"O szlachetne zdrowie! Ile cię trzeba cenić..."

Postprzez resa » 13 lut 2008, o 10:32

O jedną tabletkę za dużo

Tabletki przeciwbólowe towarzyszą nam na każdym kroku. Pomagają zwalczyć migrenę, usuną ból zęba, poratują w czasie miesiączki. Jednak nadużywane, mogą obrócić się przeciwko nam.

Środki zawierające paracetamol i ibuprofen można kupić niemal w każdym sklepie spożywczym, supermarkecie i na stacji benzynowej. Często leżą obok batoników i cukierków przy kasie. To sprawia, że nie myślimy o nich jak o lekach. Wychodząc ze sklepu, sięgamy jeszcze po czekoladkę i... listek tabletek. Bo a nuż się przydadzą w domu. - Pigułki przeciwbólowe powinny być sprzedawane wyłącznie w aptekach. Wtedy pacjent może porozmawiać z farmaceutą, zapytać o zasady stosowania tych leków - mówi profesor Jerzy Hołowiecki, kierownik Kliniki Hematologii i Transplantacji katowickiej AM. Okazuje się, że często bierzemy je niepotrzebnie, zupełnie bez powodu. Wtedy łatwo stracić kontrolę nad ilością łykanych tabletek i przedawkować. - Tymczasem nadużywanie leków przeciwbólowych może skończyć się ciężką anemią, uszkodzeniem nerek i szpiku kostnego - ostrzega profesor Jerzy Hołowiecki. O bezpiecznych dawkach i możliwych skutkach ubocznych tych leków ostrzegają producenci leków na ulotkach tych preparatów. Jednak, niestety, mało kto czyta wydrukowany małymi literkami spis skutków ubocznych. Do niedawna problem nadużycia leków przeciwbólowych dotyczył głównie Stanów Zjednoczonych i innych krajów wysoko rozwiniętych. W ostatnim czasie zaczyna dotyczyć również nas, Polaków. Media pisały o młodym człowieku, który zmarł z powodu łykania tabletek garściami. Nam opowiedziały swoje historie dwie dziewczyny. Na szczęście w ich wypadku udało się uratować im życie.

Niebezpieczne nawyki

Jak bardzo poważny uszczerbek na zdrowiu może przynieść sięganie po tabletkę przeciwbólową przekonała się Joanna Cichy, 30-latka z Tychów. Jest przedstawicielką koncernu kosmetycznego na rynek południowej Polski. Zadbana, elegancka, na pierwszy rzut oka nikt nie zorientowałby się, jak ciężko jest chora i przez jakie piekło musiała przejść. - Mam wyczerpującą pracę - przyznaje Joasia. - Gdy przez kilka godzin dziennie prowadzę samochód, czasem boli mnie głowa, dlatego łykałam tabletkę i ból mijał. Oczywiście nie robiłam tego bez przerwy, ale może kilka razy w miesiącu. Ale podczas miesiączki zjadałam dodatkowo 1-2 takie tabletki. W moim środowisku zażywanie tabletek przeciwbólowych jest normą. Wiele z moich koleżanek sięga po nie, gdy zaboli je głowa, zakłuje w brzuchu czy mają trochę gorsze samopoczucie. Niby wszyscy czytają ulotki, wiedzą, że nie należy zażywać więcej niż 4 tabletki na dobę. Ale zaczyna się nowy dzień, biorą znowu cztery. - Gdy do naszej kliniki trafia pacjent, u którego podejrzewamy powikłania wynikające z nadużywania leków przeciwbólowych, usiłujemy dowiedzieć się, ile kto brał takich tabletek - mówi profesor Hołowiecki. - I okazuje się, że ludzie tracą orientację, nie pamiętają jak często zażywali dany lek. Bardzo niechętnie w ogóle przyznają się do łykania tabletek - dodaje profesor. - Wstydzą się przyznać, że byli od nich uzależnieni, nie chcą się przyznać nawet przed sobą, że mogli przedawkować - dodaje profesor. Joanna przypomina sobie, że już od dawna nie najlepiej się czuła: brakowało jej sił, miała zawroty głowy. Dolegliwości te zrzucała jednak na karb przepracowania. Prawdziwa przyczyna jej złego samopoczucia wyszła na jaw dopiero w grudniu 2003 roku. - Miałam mieć wykonany zabieg chirurgiczny i zrobiono mi przed nim badanie krwi - wspomina Joasia. - Wynik przeraził wszystkich: prawie nie było płytek krwi! Ich poziom wynosił 20 tys., przy normie 150 tys. - 400 tys. W takiej sytuacji operacja groziłaby krwotokiem wewnętrznym. Zrezygnowano z zabiegu, a Joannę skierowano do poradni hematologicznej. Tam zrobiono jej biopsję szpiku, która wykluczyła białaczkę. Lekarze nie mogli znaleźć powodu, dlaczego ma tak mało płytek krwi. - Nie zostałam w szpitalu, wróciłam do pracy - opowiada dziewczyna. - Jak mi coś dolegało, pomagałam sobie ibuprofenem, bo przecież nikt wtedy nie łączył mojej choroby z zażywaniem tabletek przeciwbólowych. Któregoś dnia, gdy wysiadła z samochodu, dostała silnego krwotoku z nosa. Natychmiast pojechała do kliniki hematologii. Zrobiono jej badanie krwi. Wynik był przerażający. Stan płytek w organizmie: zero. Lekarze nie mogli uwierzyć, że z takim wynikiem Joasia stoi o własnych siłach. Przewieziono ją na oddział intensywnej terapii do kliniki w Ligocie. - Wokół mnie biegało nerwowo czterech lekarzy, nie pozwalali mi wstać, wykonywać gwałtownych ruchów - mówi Joanna. - Dopiero wtedy dotarło do mnie, że chyba naprawdę dzieje się ze mną coś złego.

Joanna leżała w szpitalu przez półtora miesiąca i nikt nie umiał powiedzieć, co jej dolega. Bardzo często za takie problemy odpowiedzialna jest śledziona, więc postanowiono ją usunąć. - Wierzyłam, że moje kłopoty wreszcie się skończą. Zoperowano mnie i wszystko powinno wrócić do normy. Jednak badania wykazały, że znowu nie mam płytek krwi. Zupełnie tak, jakby coś w moim organizmie je niszczyło. - Uszkodzenia polekowe mogą być nietrwałe i odwracalne. Wówczas po zastosowaniu szybkiego leczenia objawy mijają - mówi profesor Hołowiecki. - Bywa jednak, że zniszczenia są bardzo poważne, a często nieodwracalne. Najwyraźniej tak właśnie stało się w przypadku Joasi. - Nie umiem nawet określić mojego stanu psychicznego w tamtym czasie - wspomina dziewczyna. Tydzień później zgłosiła się do kierowanej przez profesora Hołowieckiego kliniki hematologii. Dopiero tam ustalono, że przyczyną jej dolegliwości mogą być tabletki przeciwbólowe.

Lekarze podjęli decyzję o wdrożeniu u Joanny leczenia immunosupresyjnego. - Co to znaczy? - zapytała Joasia. Pani doktor podniosła wzrok znad okularów. - No, chemia... - powiedziała. Przez trzy miesiące dostawała chemię w tabletkach. - Z początku czułam się jak młody Bóg - śmieje się Joasia. - Myślałam sobie: co to za opowieści o tej chemii! Ale to, co się zaczęło za mną dziać po dwóch tygodniach... Tragedia! Wypadły mi wszystkie włosy. Pojawiły się wymioty i fatalne samopoczucie. Cały czas dostawałam też sterydy, po których przytyłam 23 kg. Ale poziom płytek wzrósł do 400 tys., czyli sięgał górnej granicy normy ! Wreszcie coś zaczęło działać. Joasia powoli wracała do zdrowia i do swojej dawnej figury. Niestety, po roku, choroba znów dała znać o sobie. Płytki znowu spadły, na szczęście utrzymują się na poziomie zabezpieczającym podstawowe funkcje życiowe, czyli 60-70 tys. Joasia wróciła do pracy, musi jednak bardzo na siebie uważać. Niebezpieczne są dla niej nawet najmniejsze urazy, które mogą być przyczyną krwotoku. Pozbawiona odpowiedzialnej za odporność śledziony, jest bardziej narażona na infekcje. Powinna też sporo odpoczywać, unikać stresu. - Z tym to już jest nieco gorzej - śmieje się dziewczyna. Oczywiście przestała już zażywać tabletki przeciwbólowe. - I, słowo daję, można bez nich żyć - przekonuje Joasia. - Nawet gdy jestem przemęczona, boli mnie głowa czy brzuch - żyję !

Panaceum na "trudne dni"

Druga pacjentka profesora Hołowieckiego, 20-letnia Małgorzata Stronczek z Katowic, trzy miesiące temu wyszła za szpitala. Co 2 tygodnie jeździ tylko na kontrolę. Jej wyniki krwi systematycznie się poprawiają. Małgosia coraz lepiej się czuje, ma nadzieję, że nie będzie konieczny u niej przeszczep szpiku kostnego, uszkodzonego prawdopodobnie przez tabletki przeciwbólowe. - Gdy nadchodziła misiączka, odczuwałam straszny ból w podbrzuszu - mówi Małgosia. - Sięgałam po tabletki: paracetamol, ibuprofen - zależnie, co było pod ręką. Miały mi pomóc przezżyć te "trudne dni". W lipcu ubiegłego roku Małgosia zdała egzaminy na upragnioną AWF i szczęśliwa, wyjechała w wakacje do pracy Holandii, żeby sobie trochę dorobić. Pracowała tam ciężko, nieraz po 10 godzin dziennie. Wracała do domu bardzo zmęczona. Do kraju przyjechała w połowie września. I zaczęła się coraz gorzej czuć. Brakowało jej sił, zaczęły jej puchnąć nogi, wszędzie, nawet po lekkim dotknięciu, robiły się jej siniaki. - Tłumaczyłam sobie jednak, że to pewnie wychodzi to przemęczenie, przepracowanie. Liczyłam, że gdy porządnie wypocznę, te dolegliwości miną - mówi Małgosia.

Niestety, z każdym dniem było coraz gorzej. Dwa tygodnie później nie mogła już o własnych siłach wejść do domu, na drugie piętro. Lekarz zlecił jej wykonanie badań. Okazało się, że zarówno białe i czerwone krwinki, jak i płytki krwi były na bardzo niskim poziomie. - Strasznie się wtedy przestraszyłam - przyznaje Małgosia. - Przypomniałam sobie, że od dawna miałam skłonność do siniaków i bywało, że czasem słabiej się czułam. Już rok wcześniej wyniki krwi były nienajlepsze. Jednak wtedy nikt nie podnosił z tego powodu alarmu. Małgosię natychmiast skierowano na ostry dyżur do szpitala. Lekarze od razu zapytali, czy nie miała styczności z jakąś toksyczną substancją, czy nie brała jakichś leków, czy ktoś w rodzinie nie miał podobnych objawów. Po dwóch dniach przewieziono ją do kliniki hematologii, gdzie zdiagnozowano u niej uszkodzenie szpiku kostnego. Jej stan zaczęto łączyć z zażywaniem leków podczas miesiączki. Małgosia spędziła w szpitalu ponad trzy miesiące. Jej stan był tak dramatyczny, że lekarze zaczęli zastanawiać się nad przeszczepem szpiku kostnego. Do dziś Małgosia wspomina okres pobytu w klinice jako koszmar. Prawie załamała się psychicznie. Przecież nie tak miał zacząć się dla niej październik. Zaczęła nowe studia, a zaledwie przez tydzień chodziła na uczelnię. Nawet nie zdążyła poznać kolegów, wykładowców. Została "uwięziona" w szpitalu, z widmem śmiertelnej choroby.
Na początku tego roku wyniki Małgosi zaczęły się nieco poprawiać, zdecydowano więc o wypisaniu jej do domu. - Nawet nie byłam w stanie się z tego cieszyć - opowiada dziewczyna. Jednak pobyt w domu sprawił, że z dnia na dzień nabierała więcej sił. Dzisiaj czuje się - jak mówi - całkiem normalnie. Żeby się trochę rozruszać, zaczęła nawet chodzić na basen. Nie bierze już żadnych tabletek. - Na szczęście nie mam już bolesnych miesiączek, a może wcześniej łykałam tabletki, bo po prostu bałam się bólu nawet zanim się pojawił. - mówi Małgosia. Z powodu pobytu w szpitalu, musiała wziąć urlop zdrowotny. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, od października na nowo zacznie studia.

Leki przeciwbólowe to nie cukierki

prof. dr hab. Jerzy Hołowiecki, kierownik Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku AM w Katowicach

Ból to symptom, nie choroba. Powinien nas zmusić do szukania pomocy u lekarza, a nie połknięcia kolejnego środka przeciwbólowego. Sięgając po tabletkę przeciwbólową należy mieć świadomość, że jest to lek, a nie poprawiająca samopoczucie drażetka czy cukierek. Tak jak każdy lek, również tabletka przeciwbólowa, obok działania korzystnego, czyli uśmierzania bólu, czasem przynosi efekt uboczny, w postaci poważnego uszczerbku na zdrowiu. Może uszkodzić nerki lub szpik kostny, doprowadzić do ciężkiej anemii. O zagrożeniach, jakie stwarza nadużywanie tabletek przeciwbólowych, powinna w sposób jasny i czytelny informować dołączona do leku ulotka. Niestety, nie zawsze tak się dzieje. Najlepiej, aby ostrzeżenie o szkodliwym działaniu leku było napisane dużą czcionką i wyraźnie wyeksponowane. To powinno być ważne nie tylko dla pacjenta, ale także dla producenta leku. Bo szanująca się firma farmaceutyczna troszczy się przede wszystkim o to, żeby wytwarzany przez nią preparat nie szkodził.

Na zbyt duże ilości środków przeciwbólowych nie każdy zareaguje tak dramatycznie jak bohaterki reportażu. Ale zdarzają się osoby, które są wręcz zaprogramowane genetycznie, że reagują niewspółmiernie silnie nawet na normalne dawki leków przeciwbólowych. Dzieje się tak dlatego, że niektórzy nie mają odpowiedniej ilości enzymów potrzebnych do tego, aby lek został zmetabolizowany i wydalony. Taki człowiek, nawet po zażyciu zalecanych ilości danego leku, może się spodziewać niepożądanych reakcji. Na szczęście część leków przeciwbólowo - przeciwzapalnych, które miały szkodliwe działanie, wycofano ze sprzedaży. Jak chociażby fenacetynę, która była w tzw. "tabletkach z krzyżykiem", popularny piramidon i gardan, czyli pyralginę z piramidonem. Sama pyralgina też wzbudzała wiele dyskusji, uznano jednak, że może być nadal stosowana, ale można ja kupić tylko na receptę.

Bezpieczeństwo pod kontrolą

Paweł Bernat, kierownik ds. public relations firmy US Pharmacia, największego na polskim rynku producenta leków bez recepty

Produkty zawierające paracetamol i ibuprofen w dawkach dopuszczonych w statusie OTC (leków bez recepty) są uznawane za bezpieczne, dlatego łatwo kupić je w wielu miejscach. O kryteriach dostępności sprzedaży decyduje minister zdrowia. Co pół roku ministerstwo publikuję listę, na której znajdują się substancje czynne uznane za bezpieczne. W trakcie procesu rejestracji dany produkt leczniczy uzyskuje kategorię dostępności. Aby zwiększyć bezpieczeństwo stosowania leków, określona jest wielkość opakowań, w jakich można sprzedawać daną substancję czynną. I tak np. produkowany przez naszą firmę Ibuprom w sklepach można kupić wyłącznie w saszetkach po 2 tabletki i listkach po 10 sztuk. Większe opakowania są dostępne tylko w aptekach. Podobnie jest ze wszystkimi lekami.

Sprzedaż tylko w aptekach, zwłaszcza w małych miastach, gdzie jest ich niewiele i w dni świąteczne są nieczynne, zdecydowanie ograniczyłaby dostęp do tych leków. Między innymi z tego powodu środki te znajdują się w sprzedaży pozaaptecznej. O tym, jak bezpiecznie stosować lek informują ulotki. Przygotowywane są zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia i zawierają informacje o leku oraz mówią, jak bezpiecznie go stosować. Ulotki są aktualizowane przez producenta. W naszej firmie jest komórka, której zadaniem jest monitorowanie działań niepożądanych. Istnieje także system procedur gwarantujących szybkie działanie w wypadku wykrycia jakiegokolwiek zagrożenia dla pacjenta stosującego nasze produkty. O każdym zgłoszonym do nas działaniu niepożądanym informujemy Urząd Rejestracji Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. W jego strukturze istnieje Wydział Monitorowania Niepożądanych Działań Leków, który zajmuje się oceną bezpieczeństwa stosowania leków. Tak więc lek jest oceniany przez dwie strony: firmę i niezależnych ekspertów w urzędzie.

źródło: "Samo Zdrowie"
..."Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem"...
Avatar użytkownika
resa
well-wisher
 
Posty: 2288
Dołączył(a): 11 sie 2006, o 18:57
Lokalizacja: Kraków

Postprzez smuklaewa » 15 lut 2008, o 20:36

Witamina E antagonizuje działanie witaminy K, zwłaszcza w skojarzeniu z doustnymi lekami przeciwzakrzepowymi/

Ja już głupieję i proszę o wyjaśnienie tzn.bardziej rozżedza krew ,czy też zagęszcza??.
Następne pytanko.
Mam zapisany osłonowo na wątrobę lek Essentiale fortte i doczytałam się ,że ma dużo związków soi ,czy on też mi zmieni wskażnik INR.rozżedzi ,czy zagęści???

Teraz to się pilnuję bardzo po ostatnich przeżyciach z opacordenem.
Szukalam tez czegos o leku Fenordin,bo mam podniesione trójglicerydy 3,3 ,gdzie cholesterol super wyniki i lekarz rodzinny mi to przapisywał,a za nim trafię w poniedziałek do kardiologa ,to chcę już coś wiedziec.Zdaża się często ,że lekarze nie kojarzą leków z tymi przeciwzakrzepowymi.
Avatar użytkownika
smuklaewa
smile with me
 
Posty: 4365
Dołączył(a): 29 wrz 2006, o 23:54
Lokalizacja: krakow

Postprzez resa » 15 lut 2008, o 22:22

ewasmukla napisał(a):Witamina E antagonizuje działanie witaminy K, zwłaszcza w skojarzeniu z doustnymi lekami przeciwzakrzepowymi/ ja już głupieję i proszę o wyjaśnienie tzn.bardziej rozżedza krew ,czy też zagęszcza??.

Leki przeciwkrzepliwe hamują działanie witaminy K zmniejszając krzepliwość krwi (krew jest rzadsza).
Witamina E pobudza produkcję substancji przeciwzakrzepowych, dlatego podczas jednoczesnego podawania witaminy E (zwłaszcza w dawce większej niż 300 mg na dobę) oraz doustnych leków przeciwzakrzepowych należy zachować ostrożność i monitorować wskaźnik Quica (czas protrombinowy) ze względu na możliwość występowania hipoprotrombinemii (zwiększone ryzyko krwawienia wywołane niedoborem witaminy K).

ewasmukla napisał(a):Mam zapisany osłonowo na wątrobę lek Essentiale fortte i doczytałam się ,że ma dużo związków soi ,czy on też mi zmieni wskażnik INR.rozżedzi ,czy zagęści???

Soja zmniejsza krzepliwość krwi (krew jest rzadsza). Ponadto wykazuje właściwości obniżające poziom cholesterolu i trójglicerydów w osoczu krwi, zmniejszając w ten sposób ryzyko zaburzeń sercowo-naczyniowych.

Essentiale fortte to środek głównie regenerujący watrobę, przywraca odpowiednią aktywność enzymów, zmniejsza także poziom cholesterolu, wyrównuje poziom lipoprotein i aktywizuje procesy lipotyczne. Z tego co pamietam lek jest na receptę, ponieważ przy wyższych dawkach lub przy długotrwałym stosowaniu mogą wystapić działanie nieporządane. Ma uboczne działania m. in. na system immunologiczny, na produkcje kolagenu (stymuluje aktywność kolagenazy), na cykliczność hormonalną u kobiet, zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego.

ewasmukla napisał(a):Szukalam tez czegos o leku Fenordin

Fenardin preparat zawierający fenofibrat (substancj z grupy leków obniżających poziom cholesterolu). Fibraty poprzez modyfikacje procesów enzymatycznych organizmu powodują spadek stężenie triglicerydów (TG) i tak zwanego "złego cholesterolu" (frakcja LDL) oraz wzrost stężenie "dobrego cholesterolu" (frakcja HDL). Dodatkowo leki te wpływają pozytywnie na tolerancje glukozy oraz hamują procesy powstawania blaszek miażdżycowych w naczyniach tętniczych.
Uwaga - fibraty mogą uszkadzać wątrobę i mięśnie, stąd konieczne jest okresowe kontrolowanie poziomu enzymów wątrobowych (Aspat, Alat) oraz zgłaszanie lekarzowi prowadzącemu ewentualnego wystąpienia bólów mięśniowych.
..."Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem"...
Avatar użytkownika
resa
well-wisher
 
Posty: 2288
Dołączył(a): 11 sie 2006, o 18:57
Lokalizacja: Kraków

Postprzez smuklaewa » 15 lut 2008, o 22:36

Dziękuję bardzo Reniu :-)
Avatar użytkownika
smuklaewa
smile with me
 
Posty: 4365
Dołączył(a): 29 wrz 2006, o 23:54
Lokalizacja: krakow

Postprzez resa » 15 lut 2008, o 22:43

Nie ma za co Ewuś :-) Po takich przeżyciach, jakie ostatnio miałaś, faktycznie lepiej samemu wiedzieć trochę więcej o lekach, które się bierze. Tu masz całkowitą rację. Lepiej "dmuchać na zimne".
..."Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem"...
Avatar użytkownika
resa
well-wisher
 
Posty: 2288
Dołączył(a): 11 sie 2006, o 18:57
Lokalizacja: Kraków

Postprzez gabriela » 15 lut 2008, o 22:44

Rany, przecież każdy lek, każdy związek zawarty w jakimkolwiek pokarmie ma wpływ na krzepliwość, w tę lub wewtę, po co się tym tak przejmować. Ja w ogóle nie zawracam sobie tym głowy, bo uważam, że największy wpływ na gwałtowne zmiany krzepliwości krwi ma stres - i wciąż mam idealny, książkowy INR.Myślę Ewka że martwić należy się wtenczas, kiedy dawka czegośtam jest naprawdę potężna, przykładowo ponad 300 mg wit E to wiele, wiele pigułek dziennie. Wiesz, że wszystkie warzywa zielone mają znacznie większy wpływ na krzepliwość niż te substancje zawarte w lekach? I co - odmówić sobie sałaty lub brokułów? Przenigdy!
Więc zdroworozsądkowo patrząc- istotny prawidłowy wskaźnik INR.
......i kiedy przyjdą dni deszczowe, naucz się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
gabriela
-# JUNIOR ADMIN
 
Posty: 5078
Dołączył(a): 16 lip 2006, o 17:27
Lokalizacja: z Marsa

Postprzez smuklaewa » 15 lut 2008, o 23:07

Może i tak Gabrysiu ,ale ja wolę dmuchac na zimne.Lek na osłonę wątroby mam zażywac w dośc dużych dawkach ,bo 3x po 2 tab,a ja zawsze miałam problem z ustawieniem wskażnika,jakieś nowe lekarstwo ,a u mnie 5 ,albo biegiem na zastrzyk ,bo 1,30.
Lekarze mnie bardzo uczulili ,kardiolodzy :-D ,że muszę zwracac uwagę na dietę i nowo wprowadzane leki,bo akurat u mnie już taka uroda,a wiadomo do czego prowadzi zakrzep na zastawce ,bo najbardziej to boję się gęstej krwi.
A tak w ogóle to chyba popadam w jakąś paranoję ,nerwicę -nie wiem jak to nazwac,dlatego wolę pytac....
Avatar użytkownika
smuklaewa
smile with me
 
Posty: 4365
Dołączył(a): 29 wrz 2006, o 23:54
Lokalizacja: krakow

Postprzez resa » 26 lut 2008, o 12:51

Lekarze przepisują dzieciom niebezpieczne leki

"Życie Warszawy": Nieprawidłowe stosowanie leków naraża maluchy na poważne powikłania, a nawet śmierć - alarmują specjaliści. Popularna polopiryna, aspiryna i pyralgina to często nadużywane medykamenty w leczeniu dzieci poniżej 12. roku życia - wynika z raportu Ośrodka Monitorowania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie.

Kwas acetylosalicylowy (aspiryna, polopiryna) i metamizol (pyralgina) to powszechnie stosowane leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe. Nie można ich jednak podawać pacjentom poniżej 12. roku życia, o czym informują załączone do preparatów ulotki. Okazuje się jednak, że nie zawsze zwracają na to uwagę lekarze, a często nie wiedzą też o tym rodzice i narażają dzieci na poważne powikłania - akcentuje gazeta. Specjaliści ostrzegają, że stosowanie aspiryny, polopiryny i pyralginy u dzieci, które nie ukończyły 12. roku życia, może wywołać ciężkie działania niepożądane i powikłania.
- Najpoważniejszym, które może wystąpić po zastosowania u małego dziecka kwasu acetylosalicylowego, jest tzw. zespół Reye'a, który w ponad 90 proc. kończy się śmiercią - mówi dr Jarosław Woroń, współautor raportu z Zakładu Farmakologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Raport powstał na podstawie zebranych w przychodniach i szpitalach informacji o występowaniu działań niepożądanych po zastosowaniu niektórych leków. Używanie aspiryny lub polopiryny może wywołać również drgawki, obrzęk warg i języka, duszność i zaburzenia oddychania.
- Nie wolno ich stosować u dzieci z infekcjami wirusowymi grypy i ospy wietrznej. Te choroby zwiększają ryzyko wystąpienia powikłań - ostrzega dr Woroń.
I dodaje: "Niedopuszczalne jest również stosowanie pyralginy w zwalczaniu gorączki u dzieci. To lek dla dorosłych. U dzieci może wywołać więcej szkód niż pożytku".
Najgroźniejszym powikłaniem, jakie może wystąpić u dziecka po zastosowaniu pyralginy, jest tzw. agranulocytoza.
- Jest śmiertelna i może nastąpić po podaniu nawet minimalnej dawki leku - dodaje Woroń. Jak to możliwe, że lekarze zapominają o tak groźnych powikłaniach ?
- Z przyzwyczajenia - odpowiada prof. Andrzej Radzikowski, mazowiecki konsultant ds. pediatrii. Profesor przyznaje, że sam kiedyś stosował te leki u małych pacjentów.
- Dzisiaj podaje się bezpieczny dla dzieci paracetamol i ibuprofen. Jednak są to leki, którym medycyna nie ufała na początku i dlatego dzieciom podawano pyralginę. Teraz stosuje się ją w ostateczności, kiedy inne leki nie działają - dodaje profesor.

Zdaniem lekarzy, szkodliwe leki częściej podają swoim dzieciom rodzice.
- Uważają, że skoro na nich działają, to zadziałają też na dziecko. Swojej decyzji nie konsultują z lekarzem, a o ewentualnych powikłaniach nie wiedzą - przyznaje prof. Radzikowski. Zauważa jednak, że działania niepożądane zdarzają się na szczęście rzadko.

źródło: onet.pl
..."Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem"...
Avatar użytkownika
resa
well-wisher
 
Posty: 2288
Dołączył(a): 11 sie 2006, o 18:57
Lokalizacja: Kraków

Postprzez gabriela » 3 kwi 2008, o 11:49

Nietowarzyskie leki - lepiej zażywać solo
Źródło: PAP

Większość leków lepiej przyjmować dwie godziny przed posiłkiem lub po nim i popijać wodą - a nie mlekiem czy sokiem owocowym. Także alkohol i suplementy nie są dla nich odpowiednim towarzystwem (...)
Leki, alkohol i żywność mogą wzajemnie wpływać na swoje działanie. Szczególnie widoczne jest to w przypadku leków antydepresyjnych starej generacji - były nawet przypadki zgonów u osób przyjmujących inhibitory monoaminooksydazy i jedzących ser. Podobnie mogą działać przejrzałe banany, czekolada, wino, kawior czy salami.

Mniej drastyczne następstwa może mieć przyjmowanie leków podczas posiłku. Kwas cytrynowy obecny w sokach cytrusowych może utrudniać wchłanianie erytromycyny, a pektyny z porzeczek czy agrestu pogarszają wchłanianie paracetamolu.

Podobnie jest z błonnikiem i preparatami naparstnicy. Jony żelaza ze szpinaku czy buraków, a także wapń z mleka i jogurtów wiążą z wieloma lekami. Z kolei herbata z powodu zawartych w niej garbników utrudnia wchłanianie preparatów żelaza. Dieta wegetariańska przeszkadza we wchłanianiu się leków kwaśnych, dieta bogata w białko - leków zasadowych. Brukselka czy brokuły zawierają witaminę K, która obniża działanie przeciwzakrzepowe pochodnych kumaryny.

Dieta może również niebezpiecznie podnieść poziom leku we krwi - na przykład bekon, jajka i masło ułatwiają wchłanianie rozpuszczalnej w tłuszczach gryzeofulwiny i leków przeciwpasożytniczych. Sok z grejpfrutów działa na metabolizm komórek jelita, co ułatwia wchłanianie wielu leków i może bardzo nasilać ich działanie

Nawet sposób przyrządzania ma znaczenie. Potrawy z grilla zawierają związki, które ograniczają skuteczność stosowanej przez astmatyków teofiliny. Stąd grillowanie może doprowadzić do ataku duszności.

Szczególnie częste są reakcje między lekami a alkoholem. Wprawdzie jeden - dwa standardowe drinki (8-10 gramów czystego alkoholu) mają korzystne dla zdrowia działanie, jednak nadużywanie alkoholu prowadzi do marskości wątroby, nowotworów i alkoholizmu.

Złym pomysłem jest "profilaktyczne" przyjmowanie aspiryny przed piciem alkoholu. Zamiast chronić przed kacem, aspiryna o 40% podnosi poziom alkoholu we krwi. Alkohol zwiększa szkodliwość wielu leków, choćby paracetamolu, a także potęguje działanie środków uspokajających.

Z kolei metronidazol, cefalosporyny czy niektóre leki sprzeciw pasożytom z alkoholem działają jak wszywany alkoholikom Anticol (Antabus, Esperal). Przewlekłe picie alkoholu podnosi aktywność enzymów metabolizujących leki, co znosi ich działanie.
......i kiedy przyjdą dni deszczowe, naucz się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
gabriela
-# JUNIOR ADMIN
 
Posty: 5078
Dołączył(a): 16 lip 2006, o 17:27
Lokalizacja: z Marsa

Postprzez resa » 9 kwi 2008, o 09:37

Polecam fragment ciekawego i przystępnego artykułu (prof. dr. hab. med. Andrzeja Danysza; źródło: Resmedica) o wpływie mleka, kawy, soków oraz pokarmów na działanie lekarstw ;-)

Pacjent, wychodząc od lekarza z receptą, najczęściej słyszy standardową informację: zażywać 3 razy dziennie po jedzeniu. Taka informacja nie zawsze jest wystarczająca. Czy są jakieś ogólne zasady, kiedy i jak często należy zażywać leki zaordynowane doustnie? W pewnym zakresie tak. Lek podajemy doustnie, aby wchłonął się z jelit do krwi - spowodował ogólne działanie na organizm; rzadziej, aby zadziałał na przewód pokarmowy. Jeśli tak, to wobec tego leki powinno się podawać przed jedzeniem (na pusty żołądek), bo przecież pokarm prawdopodobnie będzie utrudniał ich wchłanianie. Istotnie, obecność pokarmu w żołądku i jelitach zmniejsza i spowalnia wchłanianie leków. Są jednak od tego wyjątki.

Na czczo czy po jedzeniu

A zatem - leki trudno wchłaniające się, jak np. ampicylinę, należy w zasadzie podawać na pusty żołądek, chyba że obawiamy się ich drażniącego działania na śluzówkę żołądka. Dlatego takie leki jak Aspiryna (Polopiryna), paracetamol (Codipar), Ibuprofen czy Butapirazol, które wyraźnie drażnią śluzówkę żołądka i mogą być z tego powodu nawet niebezpieczne (wrzodotwórcze działanie Aspiryny czy Butapirazolu) - należy podawać wyłącznie po jedzeniu, a najlepiej w specjalnie powlekanych tabletkach, rozpuszczających się dopiero w jelitach. W tabelkach zamieszczono przykładowo leki, które należy podawać po jedzeniu oraz leki, które powinno się podawać na pusty żołądek. Są leki, które lepiej wchłaniają się z pokarmem - np. lek przeciwgrzybiczy - Gryzeofulwina lub koenzym Q10. Większość preparatów koenzymu Q10 wchłania się z jelit tylko w obecności tłuszczów. Szwedzki lekarz - naukowiec Langsjoen stwierdził, że jeśli u pacjenta z nadciśnieniem nie obniża się ciśnienie krwi po podaniu koenzymu Q10 (nierozpuszczalnego w wodzie) - wówczas należy przyjmować go razem z pokarmem bogatym w tłuszcze lub na łyżeczce masła. U wielu chorych po tej zmianie wystąpił bardzo dobry efekt leczniczy. A zatem - pacjent powinien dokładnie wiedzieć, czy zapisany lek należy przyjmować przed jedzeniem, tzn. na czczo, czy po jedzeniu. Ma to bowiem istotny, lecz niedoceniany wpływ na wchłanianie leków do krwiobiegu, a w konsekwencji na siłę jego działania. Niestety w większości podręczników farmakologii, a nawet w ulotkach fabrycznych informacyjnych nie ma konkretnych informacji, jak dokładnie należy zażywać dany lek - przed czy po jedzeniu.

Problemy z owsianką

Istotne znaczenie ma nie tylko obecność treści pokarmowej, ale również rodzaj pokarmu. Znany jest np. przypadek pacjenta leczonego preparatami glikozydów naparstnicy (Digoksyną), który zaczął codziennie rano zjadać płatki owsiane z otrębami - słyszał, że jest to zdrowe. Okazało się jednak, że lek, którego dawkę lekarz precyzyjnie dobrał do stanu pacjenta - nagle przestał działać. Wystąpiły ponowne, tzn. takie jak przed leczeniem, napady arytmii. Co się stało? Otóż owsianka i otręby bogate w niewchłaniający się z jelit błonnik - hamują wchłanianie pokarmów oraz znajdujących się w nich leków. Zmniejszenie wchłaniania takich leków, jak np. paracetamol nie będzie pociągało za sobą większych następstw, ponieważ leki te mają tzw. duży margines bezpieczeństwa. Natomiast między dawką leczniczą i toksyczną Digoksyny, podobnie zresztą jak np. fenytoiny (lek przeciwpadaczkowy) czy prokainamidu (lek przeciwarytmiczny) różnice te są bardzo nieznaczne. Pokarm bogaty w błonnik jest zdrowy i wskazany, ponieważ pobudza motorykę "rozleniwionych" jelit. Jednak eksperci przestrzegają - ten sposób odżywiania obniża wprawdzie masę ciała, nie można go natomiast podawać chorym zażywającym leki. I odwrotnie, nagłe odstawienie owsianki i otrąb może z kolei spowodować niebezpieczeństwo nadmiernego wchłaniania leków, których dawki zostały dobrane do diety "owsiankowej". To samo dotyczy leków przeciwdepresyjnych (trójcyklicznych - np. amitryptyliny). Dobrana dawka leku po rozpoczęciu diety "owsiankowej" może okazać się zbyt mała i u chorego może wystąpić pogłębienie się depresji z próbami samobójczymi włącznie.

Woda czy soki ?


Tabletki i drażetki popija się przeważnie płynami. Nie jest jednak obojętne, jakie to są płyny. Ostatnio wielu pacjentów zamiast wody stosuje soki owocowe. Wykonano doświadczenie na 3 grupach pacjentów z nadciśnieniem leczonych felodypiną (Plendil), którzy popijali ten lek wodą, sokiem pomarańczowym lub grejpfrutowym. Po popiciu felodypiny sokiem grejpfrutowym poziom leku we krwi był 3-krotnie wyższy niż po wodzie czy soku pomarańczowym. U pacjentów tych wystąpiły określone objawy niepożądane - zaczerwienienie skóry i silny ból głowy. To samo stwierdzono np. w przypadku leków przeciwhistaminowych, np. terfenadyny (Teldane) i astemizolu (Hismanal). To jeszcze jednak nie jest tak niebezpieczne. Natomiast okazało się, że sok grejpfrutowy znacznie zwiększa poziom wraz z nim zażywanej cyklosporyny A (Sandimmun). Jest to lek stosowany w dramatycznych sytuacjach - po przeszczepach narządów czy w chorobach z autoagresji. Równocześnie jest on dość toksyczny: może spowodować uszkodzenie nerek. Stwierdzono, że szklanka soku grejpfrutowego wypita razem z cyklosporyną może zwiększyć jej poziom nawet 3-krotnie. Wiedząc o tym, można to wykorzystać z pożytkiem dla pacjenta. Cyklosporyna A jest bardzo droga. Jeśli będzie się ją zażywało z sokiem grejpfrutowym - można 3-krotnie zmniejszyć jej dawkę, a zatem zmniejszyć koszty kuracji, osiągając zamierzony efekt terapeutyczny.

Co takiego zawiera sok grejpfrutowy (a czego nie zawiera np. sok pomarańczowy), że tak znacznie podwyższa poziom wielu leków we krwi? Okazało się, że w soku tym znajdują się określone związki z grupy flawonoidów, a zwłaszcza naringenina, które są silnymi inhibitorami enzymów rozkładających leki. A zatem sok grejpfrutowy podwyższa poziom niektórych leków we krwi, ponieważ hamuje ich eliminację (usuwanie) z ustroju. Można oczywiście wykorzystać jego właściwości tak, jak to robi się obecnie z cyklosporyną, generalnie jednak odradzamy popijanie leków sokiem grejpfrutowym. Najlepsza jest niegazowana woda mineralna.

Wiele słodyczy, a zwłaszcza cukierków zawiera lukrecję. Okazuje się, że spożywanie lukrecji może spowodować katastrofalne nawet zmniejszenie zawartości potasu w ustroju. Jeśli dotyczy to pacjentów leczonych równocześnie preparatami naparstnicy (np. Digoksyną), wówczas może dojść do bardzo poważnych zaburzeń czynności serca. A zatem ostrożnie z cukierkami zawierającymi lukrecję!

Sery, banany i wino

Wiele niebezpieczeństw czyha też na pacjentów, którzy lubią żółte sery typu Brie, Camembert, Cheddar, Ementaler i inne. Jeśli chorzy zażywający niektóre leki, jak np. przeciwgruźliczy Isoniazyd (INH), przeciwbakteryjny furazolidon, przeciwnowotworową prokarbazynę (Natulan), a zwłaszcza niektóre leki antydepresyjne, np. fenelzynę (Nardil), równocześnie pozwolą sobie na spożycie wymienionych serów, a także: przejrzałych bananów, przejrzałego awokado, fig, dużej ilości czekolady, marynowanych, solonych i wędzonych ryb, sosu sojowego, wątróbek z kurczaka oraz niektórych win (wermut, Chianti) - wówczas może dojść u nich do groźnych niekiedy tzw. przełomów nadciśnieniowych. Występuje wtedy silny ból głowy, kołatanie serca, znaczny wzrost ciśnienia tętniczego krwi, a potem następują dreszcze, zapaść i śpiączka. Niekiedy można się liczyć nawet z zagrożeniem życia i zejściem śmiertelnym. Jakie są tego przyczyny? Otóż wszystkie wymienione leki poza określonymi działaniami mają również właściwość hamowania aktywności pewnego enzymu zwanego MAO (mono-amino-oksydaza). Enzym ten sprawnie rozkłada niektóre biologicznie aktywne aminy, do których należy również tyramina. Dużo tyraminy posiadają właśnie wymienione wyżej produkty, a szczególnie żółte dojrzewające sery. Po zahamowaniu MAO tyramina nie jest rozkładana, jej poziom we krwi znacznie wzrasta, prowadząc do przełomu nadciśnieniowego.

Mleko kontra leki

Na ogół panuje przekonanie, że mleko jest zdrowe. Tak - niewątpliwie, ale niekiedy może zaszkodzić, i to nie tylko ludziom uczulonym. Wypicie mleka przez pacjenta leczonego np. tetracyklinami lub fluorochinolami (ciprofloksacyną, norfloksacyną itp.) hamuje dramatycznie ich wchłanianie z jelit. To samo dotyczy leku stosowanego w osteoporozie - kwasu etydronowego (Didronel). Należy również uważać z piciem mleka przy zażywaniu tabletek powlekanych, które powinny się rozpuszczać dopiero w zasadowym środowisku jelit. Popijanie tych tabletek mlekiem może na tyle obniżyć kwasotę soku żołądkowego, że otoczka powlekająca tabletkę może się rozpuścić już w żołądku, wywierając np. silne działanie drażniące.

Z kawą i herbatą ?


Wielu z nas rozpoczyna dzień od kawy, a potem wypija jeszcze kilka filiżanek. Ludzie są niejako "przyzwyczajeni" do kawy, która na nich działa słabiej. Trzeba jednak wiedzieć, że niektóre leki, jak np. fluorochinolony (ciproflaksacyna, norfloksacyna), hamują metabolizm kofeiny, podwyższając znacznie jej poziom we krwi. Podobne działanie ma cymetydyna (Tagamet) - lek stosowany w nadkwasocie. Ktoś mógłby zapytać - może zatem lepiej pić herbatę? Ale w herbacie zawarta jest teina, która hamuje wchłanianie zawartego w pokarmach żelaza. U nałogowych "herbaciarzy" dochodzi do zmniejszenia "dowozu" żelaza do organizmu. W San Antonio (Teksas, USA) wykonano następujące doświadczenie. Ten sam lek w tej samej dawce podano 2 grupom chorych - był to lek przeciwpadaczkowy fenytoina. Jedna grupa zażywała ten lek z musem jabłkowym, a druga z budyniem waniliowym. Okazało się, że pacjenci zażywający fenytoinę z budyniem mieli o połowę niższy poziom tego leku we krwi.

Jakie zatem wnioski wynikają z opisanych faktów ? Musimy stale pamiętać, że nie jest bez znaczenia, czy lek będzie zażywany przed czy po jedzeniu, że wiele różnych pokarmów ma niekiedy bardzo znaczny wpływ na wchłanianie, poziom we krwi, a w konsekwencji na działanie leków. Może więc decydować o powodzeniu kuracji.
..."Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem"...
Avatar użytkownika
resa
well-wisher
 
Posty: 2288
Dołączył(a): 11 sie 2006, o 18:57
Lokalizacja: Kraków

Postprzez resa » 25 cze 2008, o 08:37

Lek na osteoporozę może zaburzać pracę serca
Fosamax (alendronian sodu) , lek stosowany w leczeniu osteoporozy może zwiększać ryzyko migotania przedsionków - informuje pismo "Archives of Internal Medicine". Jak wynika z badań naukowców z Group Health Center for Health Studies oraz University of Washington, alendronian sodu zwiększa o 86 procent ryzyko migotania przedsionków, zaburzenia, które samo w sobie nie jest zbyt groźne, jednak obniża sprawność serca i w niektórych przypadkach może prowadzić do udaru mózgu. Migoczące przedsionki kurczą się w sposób chaotyczny, co utrudnia przepompowywanie krwi. Mogą się także tworzyć zakrzepy krwi, zatykające naczynia mózgowe. Migotaniu przedsionków sprzyjają między innymi choroba wieńcowa oraz podwyższone ciśnienie tętnicze. Jak zaznaczają autorzy badań, w wielu wypadkach ryzyko związane z migotaniem przedsionków jest mniejsze niż korzyść, jaką daje pacjentowi skuteczne leczenie osteoporozy. U niektórych pacjentek głównym zagrożeniem jest groźba złamań, inne chorują na serce. Dlatego każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie (źródło: onet.pl).
..."Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem"...
Avatar użytkownika
resa
well-wisher
 
Posty: 2288
Dołączył(a): 11 sie 2006, o 18:57
Lokalizacja: Kraków

Postprzez smuklaewa » 22 wrz 2008, o 23:58

gabriela napisał(a):Rany, przecież każdy lek, każdy związek zawarty w jakimkolwiek pokarmie ma wpływ na krzepliwość, w tę lub wewtę, po co się tym tak przejmować


I jak dobrze ,że się przejmowałam :-o bo za tydzien od tej daty mój wskaznik wyniósł 7,5...
Avatar użytkownika
smuklaewa
smile with me
 
Posty: 4365
Dołączył(a): 29 wrz 2006, o 23:54
Lokalizacja: krakow

Postprzez resa » 23 paź 2008, o 13:02

 Ryzyko bez recepty (źródło - onet.pl)

Lekomania to narodowa specjalność Polaków. Zajmujemy w tej konkurencji trzecie miejsce na świecie. Tuż po USA i Francji. Nie znaczy, to że zbyt często zasięgamy porad fachowców. Wręcz przeciwnie – wolimy leczyć się sami. Po części ze względu na stan naszej służby zdrowia, po części – z przyzwyczajenia. Połykamy pigułki w ogromnych ilościach i, nierzadko, w bardzo niebezpiecznych połączeniach. Efekty nie są trudne do przewidzenia. W szpitalach leżą setki ofiar domowych kuracji. Ci, którzy mieli najmniej szczęścia, spoczywają na cmentarzach.
Ile osób niechcący zatruwa się w Polsce lekami? Nie wiadomo. Sami lekarze przyznają, że oficjalne statystyki pokazują tylko czubek góry lodowej. Ale wnioski nasuwają się same. Według badań Radosława Miniasa z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi liczba osób umierających z powodu zatrucia lekami wzrosła w stosunku do stanu z początku lat 50. XX wieku ponad sześciokrotnie.

- Ludzie kupują wszystko, co pojawia się w reklamach. Czasem muszę nawet pytać współpracowników, które z nich emitowano wczoraj w telewizji, bo wiele osób kupujących leki mówi po prostu "proszę to, co w reklamie" - tłumaczy dr Stanisław Piechula, prezes Śląskiej Izby Aptekarskiej i praktykujący aptekarz.

- Trafiają do nas często osoby usiłujące przy użyciu leków popełnić samobójstwo, ale nie brak też takich, którym zażyły dostępne bez recepty środki w całkiem innych celach - przyznaje dr Anna Krakowiak, kierownik oddziału toksykologii łódzkiego Instytutu Medycyny Pracy.

Wśród leków połykanych w największych ilościach prym wiodą wszelkiej maści środki przeciwbólowe. Zapotrzebowanie na nie jest stale podsycane przez reklamy w mediach obiecujące natychmiastową i trwałą ulgę.

Wśród pacjentów szpitali liczną grupę stanowią ofiary zażytych w nadmiernych ilościach paracetamolu i kwasu acetylosalicylowego, zawartego m.in. w aspirynie, czy polopirynie.

- Kwas acetylosalicylowy może powodować groźne reakcje alergiczne, także zagrażający życiu wstrząs anafilaktyczny. Zdarza się, że osoba przyjmująca przez cała lata środki przeciwzapalne, takie jak aspiryna nie skarży się na żadne uboczne dolegliwości, a nagle pojawia się u niej uczulenie na ten lek. Powody takiej zmiany odpowiedzi immunologicznej organizmu mogą być bardzo skomplikowane - wyjaśnia dr Anna Krakowiak.

Wyjaśnijmy, wstrząs anafilaktyczny to rodzaj alergicznej reakcji organizmu mogący objawiać się m.in. dusznością, spadkiem ciśnienia krwi, obrzękami, zaburzeniami świadomości. Nie leczony często kończy się śmiercią pacjenta.

Uważany ogólnie za bezpieczny paracetamol może zażywany w nadmiernych ilościach także doprowadzić do groźnych komplikacji.

- Przekroczenie dopuszczalnych dawek paracetamolu może skończyć się ciężkim uszkodzeniem zarówno wątroby, jak i nerek. Trzeba wyraźnie podkreślić, że na nadmierne ilości tego leku inaczej zareagują osoby zdrowie i dobrze odżywione, a inaczej np. nadużywające alkoholu - mówi doc. Jerzy Woroń z Zakładu Farmakologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zdaniem Woronia niebezpieczeństwo może wynikać także z nieostrożnego przyjmowania coraz częściej sprzedawanych leków o zmaksymalizowanej dopuszczalnej dawce substancji czynnej (zwykle sprzedanych z dopiskiem "max") w sytuacji, gdy sam tylko paracetamol występuje na rynku pod ok. 50 nazwami handlowymi.

- Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że leki o różnych nazwach zawierają tą samą substancję - mówi doc. Woroń.

Jednym z częściej stosowanych na własną rękę leków przeciwbólowych jest też niegdyś popularna pyralgina. Choć to lek starszej generacji, jest skuteczny i bywa stosowany nawet w uśmierzaniu bólu po operacjach.

Jeszcze kilka lat temu pyralgina sprzedawana była wyłącznie na receptę. Na początku XXI wieku lek uzyskał wpis na listę leków dostępnych bez recepty. Jej składnik czynny – metamizol - może prowadzić do groźnych uszkodzeń szpiku kostnego.

W większości krajów Zachodu metamizol jest lekiem dostępnym na receptę lub zakazanym w ogóle. - Z pyralginą sytuacja jest o tyle szczególna, że jest to lek bardzo skuteczny, działający na innej zasadzie niż pozostałe środki przeciwbólowe, ale niosący niezależnie od dawki pewne ryzyko powikłań, których mechanizm powstawania nie jest do końca znany, dlatego powinien to być zwykle lek drugiego wyboru - mówi doc. Jarosław Woroń.

Bo gorączkuje…

Metamizol w pyralginie stwarza szczególnie duże zagrożenie dla dzieci. Choć lek zarejestrowany i przeznaczony jest wyłącznie dla osób dorosłych, zdarzają się przypadki podawania go dzieciom przez rodziców.

Najcięższym efektem ubocznym jego podania może być agranulocytoza – często śmiertelna choroba polegająca zniszczeniu białych płytek krwi w szpiku kostnym.

Do substancji mogących wywołać agranulocytozę zalicza się także aminofenazon – jeden ze składników często stosowanego leku przeciwgorączkowego pyramidon. M.in. z tego powodu nie wolno nigdy łączyć podawania tych dwu leków.

- Pyralgina może być stosowana u dzieci jedynie w przypadku zagrażającej życiu gorączki, której nie da się opanować innymi lekami i, co oczywiste, tylko pod okiem lekarza - tłumaczy doc. Woroń.

Równie niebezpieczne dla dzieci są także leki oparte na kwasie acetylosalicylowym. W Polsce popularną aspirynę wolno podawać osobom powyżej 12 roku życia. W niektórych krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, granica ta wynosi aż 16 lat. W praktyce zdarza się, że lek ten podawany bywa przez rodziców nawet noworodkom. Kilka z nich zmarło, inne udało się uratować. Z raportu Zakładu Farmakologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego wynika, że największym zagrożeniem dla dzieci jest tzw. zespół Reye'a. Występuje rzadko, ale kończy się śmiercią ogromnej większości (ok. 90 proc.) pacjentów. Z badań tego samego zakładu wynika, że liczba dzieci zatrutych ogólnodostępnymi lekami wzrasta w zawrotnym tempie. Wpływ na to ma przede wszystkim nieświadomość rodziców. Przeprowadzone na zlecenie Reader's Digest badania CBOS pokazują, że co czwarty rodzic z wyższym wykształceniem podałoby gorączkującemu dziecku… aspirynę. Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, że kwas acetylosalicylowy może występować także w innych lekach – np. tabletkach do ssania.

Obecnie pediatrzy zalecają rodzicom wyłącznie stosowanie u dzieci powyżej 3. miesiąca życia znacznie bezpieczniejszego paracetamolu i ibuprofenu. Co ciekawe, z powodu odmiennego metabolizmu dzieci paracetamol jest dla nich o wiele mniej niebezpieczny, niż dla osób dorosłych. W każdym jednak przypadku wskazane jest jednak konsultowanie użycia tych leków z lekarzem.
..."Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem"...
Avatar użytkownika
resa
well-wisher
 
Posty: 2288
Dołączył(a): 11 sie 2006, o 18:57
Lokalizacja: Kraków

Postprzez resa » 24 paź 2008, o 23:39

Lek na odchudzanie wpędza w depresję (Laura Dixon "The Times", Michał Różycki 2008-10-24; źródło: Polska Rozmaitosci)

Środek stosowany w leczeniu otyłości, który został przepisany 97 tysiącom brytyjskich pacjentów, podwaja ryzyko wystąpienia zaburzeń psychiatrycznych - alarmuje Europejska Agencja ds. Leków (EMEA).

Eksperci stwierdzili, że korzystne działanie leku o nazwie acomplia, zatwierdzonego w Europie w czerwcu 2006 roku, nie równoważy niebezpieczeństw związanych z jego stosowaniem. EMEA odradza przepisywanie tego środka.

Jak wynika z badań przeprowadzonych latem na 36 tys. pacjentów z nadwagą, pięć osób zażywających acomplię popełniło samobójstwo. W grupie, której podawano placebo, na swe życie targnęła się tylko jedna osoba.

W Wielkiej Brytanii acomplia jest dostępna w ramach ubezpieczenia od czerwca br. Działanie leku opiera się na hamowaniu apetytu. Podczas testów klinicznych jedna trzecia pacjentów straciła 10 proc. wagi w ciągu roku. Niemal dwie trzecie schudło o ponad 5 proc.

Środek przepisywany jest osobom, u których stwierdzono kliniczną otyłość, a także pacjentom z nadwagą cierpiącym na cukrzycę typu II bądź mającym wysoki poziom cholesterolu.

O tym, że depresja może być skutkiem ubocznym acomplii, wiadomo od chwili wprowadzenia leku na rynek. Jednak dopiero teraz stwierdzono, że ryzyko jest zbyt duże.

Zdaniem ekspertów z EMEA acomplia dwukrotnie zwiększa ryzyko wystąpienia zaburzeń psychicznych u osób otyłych bądź z nadwagą. Europejska Agencja ds. Leków oraz jej brytyjski odpowiednik MHRA zalecają, by lekarze przestali przepisywać środek pacjentom. Chorzy, którzy zażywają lek, powinni udać się na konsultacje.

- Nie da się zidentyfikować pacjentów, którzy mogą być narażeni na podwyższone ryzyko wystąpienia reakcji psychiatrycznych - oceniają przedstawiciele MHRA, zdaniem których jedynym wyjściem jest zaprzestanie stosowania leku.

Na Wyspach stosowane są trzy główne środki przeciwko otyłości: acomplia, sibutra-mina i orlistat. Acomplię przepisuje się w około 9 proc. przypadków. Orlistat, zatwierdzony w lipcu 2007 roku, stosowany jest u 66 proc. chorych.

Eksperci stwierdzili, że korzystne działanie leku o nazwie acomplia, zatwierdzonego w Europie w czerwcu 2006 roku, nie równoważy niebezpieczeństw związanych z jego stosowaniem. EMEA odradza przepisywanie tego środka.

Jak wynika z badań przeprowadzonych latem na 36 tys. pacjentów z nadwagą, pięć osób zażywających acomplię popełniło samobójstwo. W grupie, której podawano placebo, na swe życie targnęła się tylko jedna osoba.

W Wielkiej Brytanii acomplia jest dostępna w ramach ubezpieczenia od czerwca br. Działanie leku opiera się na hamowaniu apetytu. Podczas testów klinicznych jedna trzecia pacjentów straciła 10 proc. wagi w ciągu roku. Niemal dwie trzecie schudło o ponad 5 proc.

Środek przepisywany jest osobom, u których stwierdzono kliniczną otyłość, a także pacjentom z nadwagą cierpiącym na cukrzycę typu II bądź mającym wysoki poziom cholesterolu.

O tym, że depresja może być skutkiem ubocznym acomplii, wiadomo od chwili wprowadzenia leku na rynek. Jednak dopiero teraz stwierdzono, że ryzyko jest zbyt duże.

Zdaniem ekspertów z EMEA acomplia dwukrotnie zwiększa ryzyko wystąpienia zaburzeń psychicznych u osób otyłych bądź z nadwagą. Europejska Agencja ds. Leków oraz jej brytyjski odpowiednik MHRA zalecają, by lekarze przestali przepisywać środek pacjentom. Chorzy, którzy zażywają lek, powinni udać się na konsultacje.

- Nie da się zidentyfikować pacjentów, którzy mogą być narażeni na podwyższone ryzyko wystąpienia reakcji psychiatrycznych - oceniają przedstawiciele MHRA, zdaniem których jedynym wyjściem jest zaprzestanie stosowania leku.

Na Wyspach stosowane są trzy główne środki przeciwko otyłości: acomplia, sibutra-mina i orlistat. Acomplię przepisuje się w około 9 proc. przypadków. Orlistat, zatwierdzony w lipcu 2007 roku, stosowany jest u 66 proc. chorych.



Producent acomplii, koncern Sanofi-Aventis, zapewnia, że wedle zaleceń EMEA czasowo zawiesi sprzedaż leku. - Firma podejmie wszelkie wysiłki, aby aktywnie wspomóc pacjentów i lekarzy w tym procesie - obiecują przedstawiciele Sanofi-Aventis.

Ich zdaniem lek przyniósł "znaczące korzyści klinicznie chorym". Na całym świecie stosowało go do tej pory 700 tys. osób. Jak powiedziała "Polsce" rzeczniczka prasowa Sanofi-Aventis Monika Chmielewska-Żehaluk, acomplia nie była oferowana hurtowniom farmaceutycznym w Polsce.

Można ją jednak bez problemu kupić w internecie oraz w niektórych aptekach, choć potencjalnych nabywców może odstraszyć cena kontrowersyjnego medykamentu. Opakowanie - wystarczające zaledwie na miesięczną terapię - kosztuje bowiem aż 500 zł.

Mimo to acomplia na forach internetowych, gdzie znaleźliśmy oferty jej sprzedaży, jest często wymieniana jako skuteczny lek. O potencjalnie śmiertelnych efektach ubocznych nie było ani słowa.

Tłum G. Gutkowski


***

Inne cudowne leki też są groźne

Lekarze z Uniwersytetu Kopenhaskiego pracują nad nowym lekiem zwalczającym otyłość - tesofenzyną. Jednak również w jej przypadku nie można wykluczyć groźnych efektów ubocznych. Podczas trwających 6 miesięcy testów na 203 ochotnikach ci, którzy brali lek, zrzucili średnio ponad 11 kilogramów. Z kolei grupa, która brała placebo, schudła zaledwie o 2 kilogramy. W obu przypadkach oprócz brania leku ochotnicy zmienili dietę na zdrowszą.

Według przewodzącej badaniom prof. Arne Astrup tesofenzyna jest nawet dwukrotnie skuteczniejsza od leków dostępnych obecnie na rynku. Dodaje jednak, że lek musi przejść dodatkowe testy. Tesofenzyna pierwotnie miała być lekiem na choroby Alzheimera i Parkinsona. Jej wpływ na te choroby był niewielki, jednak znacznie odchudził zażywających ją pacjentów. Okazało się, że podobnie jak rimonabant blokuje on uczucie głodu. - Wciąż musimy poznać długofalowy wpływ leku na pacjentów. Może on wpływać na części mózgu niezwiązane z głodem - zaznacza prof. Steve O'Rahilii z Uniwersytetu Cambridge.
..."Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem"...
Avatar użytkownika
resa
well-wisher
 
Posty: 2288
Dołączył(a): 11 sie 2006, o 18:57
Lokalizacja: Kraków

Postprzez gabriela » 8 lip 2009, o 12:25

Uwaga na równoczesne połączenie słońca i leków!
. Bierzesz leki, uważaj na słońce

Jeśli podczas wakacji lub urlopu bierzesz lekarstwa, uważaj na słońce. Nie wszystkie medykamenty można stosować przed wystawieniem się na działanie promieni słonecznych.
Leków, które uwrażliwiają skórę na promienie słoneczne i powodują przykre konsekwencje, jest sporo. Po niektórych skóra staje się podatna na oparzenia, nawet lekkie opalanie wystarczy, aby zrobiła się czerwona a nawet bolesna. Inne leki sprzyjają uczuleniom lub powodują trudne do wyleczenia plamy - przebarwienia. Dlatego odsłonięte partie ciała warto smarować preparatami z dużym filtrem ochronnym.
Leki, przy których powinno się unikać słońca
Leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe - działają równocześnie przeciwzapalnie, czyli zmniejszają obrzęk i zaczerwienienie. W upalne dni bezpieczniej zażywać te z paracetamolem. Przeciwbakteryjne - w czasie leczenia antybiotykiem należy bezwzględnie unikać opalania się. Niektóre z nich mają silne właściwości uczulające. Zioła - szczególną reakcję na promienie słoneczne mają arcydzięgiel i popularny dziurawiec, który to jest składnikiem wielu roślinnych specyfików poprawiających nastrój, ułatwiających zasypianie oraz korzystnie działających na wątrobę. Leki regulujące cukier we krwi, podawane zamiast insuliny. Moczopędne - często przepisywany jest Furosemid, który po plażowaniu zostawia na skórze plamy i przebarwienia. Leki nasercowe - łączenia ze słońcem nie tolerują: obniżające ciśnienie krwi i leki stosowane przy zaburzeniach rytmu serca, oraz niektóre środki obniżające cholesterol we krwi.
Estrogeny uwrażliwiają skórę na słońce. Jeśli więc stosujesz pigułkę antykoncepcyjną lub hormonalną terapię zastępczą, możesz nierówno się opalać, a nawet mieć brązowe plamy na skórze. Częściej zdarza się to u kobiet, które w ciąży miały ciemne przebarwienia.

Źródło – portal:wiadomości24
......i kiedy przyjdą dni deszczowe, naucz się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
gabriela
-# JUNIOR ADMIN
 
Posty: 5078
Dołączył(a): 16 lip 2006, o 17:27
Lokalizacja: z Marsa

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do O zdrowiu - ogólnie

  • Nowe posty
  • Wątki bez odpowiedzi
  • Kto przegląda forum
  • Forum przegląda 1 użytkownik
    0  zidentyfikowanych, 0 ukrytych i 1 gość (dane z ostatnich 5 minut)
  • Najwięcej użytkowników online - 118
    było 29 wrz 2017, o 16:14
  • Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość